Milka – jak to się wszystko zaczęło…

 Moje marzenia powoli się spełniały… Zamieszkałam na wsi z fantastycznym człowiekiem, zbudowaliśmy wspólny dom, zaszłam w ciążę… Do takiego pełnego, wymarzonego obrazka brakowało już tylko psa. Takiego najwspanialszego, tego jedynego.

Mój Niemąż absolutnie nie chciał się zgodzić na czworonożnego towarzysza. Twierdził, że nie będzie dla niego czasu, że to bardzo poważny obowiązek i decyzja na wiele lat. Oczywiście miał w tym wiele racji, ale ja wiedziałam lepiej… Jak zwykle 😉

 Skoro nie chciał się zgodzić trzeba było psa wprowadzić nieco inną metodą…

Akurat zrządzenie losu sprawiło, że moich znajomych suczka (rasy labrador, ojciec nieznany) oszczeniła się. I chyba gdzieś w gwiazdach wypisana była ta jedna, jedyna suczka w miocie. Zobaczyłam jej zdjęcie i opierałam się pokusie tylko trzy i pół minuty. Potem byłam pewna, że to właśnie ona zamieszka z nami.

Milka z rodzeństwem - czwarty tydzień
Milka z rodzeństwem – czwarty tydzień

Teraz potrzebny był plan…

Najpierw wierciłam dziurę, pokazałam zdjęcie. Tłumaczyłam, że będzie dużo lepiej jak taki psiak pojawi się przed przyjściem dziecka na świat. Będzie czas, żeby nauczyć ją załatwiania się na dworze, troszkę odchowa i jak pojawi się nowy członek rodziny to będzie akurat miała pół roku, więc idealny moment, żeby nauczyć ją jak żyć z małym ludkiem. Nie będzie jeszcze zazdrosna, nie będzie walczyć o swoje miejsce. Wszystko przemawiało za… Ale Niemąż zgodzić się nie chciał…

Szósty tydzień Milki
Szósty tydzień

 Nadszedł ten dzień. Dzień, którego mój Niemąż pewnie nie zapomni do końca życia…

Wracałam właśnie od lekarza z kiepskimi wynikami badań. Jak weszłam do domu sama zamarłam (chociaż wiedziałam, że przyjadą, ale nie myślałam, że wszyscy!!!! Nie tylko psy, ale i Pani i Pan, i rodzice Pana…). Po domu biegało pięć psów – mama i jej dzieci. Między nogami dorosłych, między meblami, przewalało się radosne stado, zostawiają różne niespodzianki.

dscn61422Na środku tego całego cyrku stał mój chłop. Oczy miał jak piłeczki pingpongowe, blady jak ściana, ale w środku kipiało. Jeszcze chwila i nastąpiłby wybuch…. Byłam pierwsza… Wybuchłam płaczem, że mam fatalne wyniki badań, że nie wiem czy nie będę musiała jechać do kliniki w Warszawie na dokładniejsze badania, że bardzo się martwię. … Zeszła mu pompa. Zajął się mną. Po chwili podbiegła do mnie ONA!!! Jakby rozumiała, że coś się dzieje niedobrego. Przytuliła się do mnie, a ja znów w ryk, że ona musi zostać, że zobacz jaka ona cudowna, jaka kochana, jaka słodka. …Tylko przez chwilę widziałam, że chce powiedzieć znów „NIE”. Tylko chwilę, a potem pochylił się nad tym maleństwem, pogłaskał i zgodził się na jej obecność w naszym życiu…

 I tak oto pojawiła się Milka. To był rok 2009.

dscn61692

 

 

 

 

Dodaj komentarz